Żyć się chce

Wizyty u specjalistów

Odwiedzam regularnie kilku specjalistów. Chyba nie ma miesiąca w którym nie miałbym wizyty. Gubię się w tym. Założyłem specjalny zeszyt w którym wpisuje terminy wizyt i wykreślam już odbyte spotkania. Ale i tak zdarzyło mi się po prostu przegapić termin wizyty. W dodatku nie otrzymałem esemesowego przypomnienia i nieszczęście gotowe. Musiałem więc ponownie czekać w kolejce. A takie powiadomienia na telefon są świetnym pomysłem, bo po prostu w tempie życia, jakie jest obecnie, trudno ciągle myśleć o chorowaniu. Zwyczajnie chcę o tym chorowaniu zapomnieć. No i zapominam.

Czekać do zapomnienia

O tej wizycie też zapomniałem. Wiedziałem, że tak coś na koniec maja, a tu niespodzianka i przypomnienie na telefon przyszło dziesiątego. Ważne, że odpowiednio wcześnie i zdążyłem w ostatniej chwili zrobić badania. Trudno sobie obecnie wyobrazić życie bez telefonu. Wizytę u nefrologa miałem umówioną na 16. Godzina została zmieniona z 10. Tak sobie myślę, ile godzin lekarz przyjmuje, bo wychodząc przed siedemnastą, widziałem na korytarzu jeszcze cztery osoby. Ja byłem przyjęty prawie o czasie. Prawie, bo pacjentka przede mną miała badanie ekg i ponownie weszła do gabinetu. Czekanie i cierpliwość to nieodłączne atrybuty leczenia. Bez znaczenia jakiej choroby.

Nazbierałem, grzybów

Moje choroby są różne, jednak połączone i wynikające z siebie. Cukrzyca, podobnie jak chemioterapia dają neuropatię. Miażdżyca to ból nóg, podobnie jak zapalenie żył, kręgosłup to zapalenie krążka ale także przepuklina kręgów, do tego ziarnica złośliwa łącząca wszystko, a niewydolność nerek to również efekt setek łykanych tabletek. Mam to wszystko i jeszcze trochę. Mówię sobie, że to jak w koszyku jesiennego grzybiarza. Borowik, maślak, turek, podgrzybek opieńka i kania.

Żyć się chce

Nefrolog, to ten od nerek właśnie. Mam niewydolność. Pani doktor obejrzała świeżutkie wyniki. Zaniemówiła. Nie, nie było bardzo źle. Ogólnie jest małomówna. Stwierdziła, że dramatu nie ma, ale dobrze też nie jest. O dializach ani słowa, a tego trochę się boję. O ile dobrze zrozumiałem, to moje leczenie polega na obserwowaniu. Przy moim chłoniaku, nie można zastosować innych, metod leczenia, bo po prostu mogłoby to obudzić nowotwór, a tego bym nie chciał. Tak więc mam pić wodę, łykać tabletki, które muszę, dieta, podobna jak przy cukrzycy i za cztery miesiące kolejne wyniki i wizyta. No nie wiem, czy się cieszyć, czy martwić. Cieszyć nie ma z czego, a martwić, to tak trochę na wyrost. Jest jak jest. Chyba lepiej nie będzie. Wstaję więc rano, staram się pić wodę dla oczyszczenia organizmu. Trochę trwa, zanim rozruszam kręgosłup i przestanie boleć. Łykam tabletki i jadę do swojej roboty. Mam wiele do zrobienia. I niczego nie mam zamiaru odpuszczać. Żyć się chce, jak mawia mój były pracownik, już na emeryturze.

Przewijanie do góry