Szczupak
Maj w pełni. Przyroda jest w stosunku do kalendarza w tym roku ponownie mocno spóźniona. Wszystko z powodu wiosny, której tak naprawdę nie było. Sytuacja ta powtarza się od kilku lat, jednak ten rok jest jeszcze gorszy. Zimno, Kora śpiewała „wyjątkowo zimny maj” już wiele lat temu, ale chyba nie miała na myśli wędkarskich odniesień. A pogoda dla wędkarza jest bardzo ważna. Trudno zniechęcić wędkarza do wybrania się na ryby, gdy ma na to ochotę, ale jest zdecydowanie przyjemniej gdy sprzyja pogoda. Wystarczy żeby nie padało za mocno i za mocno nie wiało. I taką właśnie pogodę wybrałem, aby wystartować ze spinningiem w garści. Długo czekałem z tym startem. Wyjątkowo długo. Zazwyczaj sezon zaczynałem na początku maja, na takim małym jeziorze, skąd pochodzą moje największe szczupaki. Niestety, ostatnie połowy tam , nie były sukcesem, więc teraz zaczynam na innym jeziorze.
Jazgot przyjemny
Nie zastanawiałem się długo nad miejscem tegorocznego rozpoczęcia sezonu spinningowego. A skoro motorek nadal przypięty do łodzi, wybór jest prosty Olecko Wielkie. Moja niezbyt wielka łódka, zaopatrzona jest w spalinowy silnik 6KW. Taka mała maszynka łódki, mimo jej tylko 360cm długości nie wprowadzi w ślizg, ale potrafi całkiem szybko zasuwać nawet po większych falach. Nasze jezioro z końca w koniec pokonuję w 15 minut. Lubię ten przyjemny jazgot silnika i przesuwającą się wodę. Nie dziwię się posiadaczom np. super mocnych skuterów wodnych bijących rekordy prędkości. To wkręca, jak ruch manetką gazu na motorze. Ech gdybym miał 20 lat i taki skuter, to też pewnie grzecznie bym nie pływał. Co nie zmienia mojego poglądu, że jezioro Olecko jest zbyt małe na wodniakowe szaleństwa, a szczególnie w odcinku do wysokości Policji. Ponoć jest ograniczenie prędkości na tym odcinku, ale ja oznakowania nigdzie nie widziałem, a czy służby dają radę, nie wiem. Cóż, łatwiej skontrolować wędkarza na łodzi. Ale nie o tym. Wygłupy z drgająca szczytówką zakończone . Czas na spinning.
Niereformowalny
Z zapiętym silnikiem, w którym chlupoce świeżutka benzyna, a to ważne po zimie, wyruszam na slip na szyjce. To chyba najlepszy slip z okolicznych jezior. Łódka na wodzie. Wszystkie potrzebne i niepotrzebne klamoty w łodzi. Teraz niepewność, jak po zimowaniu zachowa się silnik. Czy zapali. Bywało różnie, ale chyba po prostu tego nie umiałem. Teraz już raczej wszystko opanowałem. Psiknięcie plaku, tym od samochodowego kokpitu, które ktoś bardziej doświadczony mi doradził i które wykonuję na zimny silnik nie wiem po co. Potem bez ssania kilka razy pomalutku wyciągam sznurek rozrusznika, aby pobrać paliwo ze zbiornika. Potem ssanie i energicznie szarpię . Za trzecim razem silnik zaskoczył. Płynę więc. I tylko patrzę na łódź a raczej na to co w niej się mieści. Sporo tego. Dla mnie miejsca coraz mniej, ale czy czegoś nie brakuje? Dopływając do pierwszej miejscówki montuje wędki. I oho, wiem, czego mi brakowało. Echosonda została w garażu. Moja echosonda to najprostszy sprzęt, mierzy głębokość, czasem pokarze ławicę ryb. Dla mnie wystarczy. Ja łowię na nos, na „gangsterski nos”. Gdzie mi tam się równać z kolorowymi wielkimi jak prawdziwy telewizor ekranami. Sonary pionowe, poziome, z tyłu, z przodu. Cudeńka pozwalające rozpoznać nawet gatunek ryby. Ale po pierwsze, trzeba nauczyć się taki sprzęt obsługiwać, po drugie wydać fortunę, a po trzecie wolę wpatrywać się w wodę niż w ekran. Jestem chyba staroświecki i pewnie niereformowalny.
Poczekam
Sonda w domu. Pozostał mi tylko nos. Znam jednak jezioro bardzo dobrze i czy z sondą, czy bez odwiedzę te same miejsca. Dopływam do pierwszej górki. Delikatnie puszczam ciężką kotwicę. Pierwsze rzuty zawsze budzą największe emocje i nadzieje. Trzecia zmiana przynęty i jest. Delikatne pobicie i tępy, znajomy opór, za którym bardzo tęskniłem. Kilka krótkich odjazdów i szczupak jest przy łodzi. Nie jest wielki, ale z pewnością wymiarowy. Rozwijam podbierak. A jakże, podbierak został w samochodzie. Szczupak więc do ręki. Tu trzeba uważać, aby nie skaleczyć ręki, bo goi się długo. Ląduję rybkę szybko i sprawnie. Miara pokazała 53cm. Dobry. Dobry do wypuszczenia . Buzi i do wody. Płyń , rozmnażaj się poluj na drobnicę i podziękuj, losowi, że na mnie trafiłeś. Szybko złowiona ryba, może świadczyć, że biorą. A mogą brać dużo większe. Wracam więc po podbieram. Próbuję raz jeszcze w miejscu, gdzie złowiłem szczupaka. Tym razem nic. Płynę dalej. Ciężka kotwica na dno. Wiatr dmucha solidniej. Łódź ani drgnie. Na haczyku to samo. Kolejne miejsca. Bankowe. I niestety du,,, ! Spotykam trzech wędkarzy. Żaden nie miał nawet pobicia. Mój złowiony szczupak staje się coraz większy. I ważniejszy. I tak już zostało. Opłynąłem całe jezioro. Zimno, woda zaledwie 10 stopni. Żadnej zielonej trzcinki. Olecko Wielkie jeszcze śpi. Trzeba poczekać. Poczekam .
PS. Oczywiście szczupak na zdjęciu, to nie ten złowiony w artykule. Na zdjęciu szczupak z zawodów, 92cm, jeden z trzech jakie tego dnia złowiłem. Pozostałe to 90 cm i 86cm. Miałem dzień!! I tylko fotograf nie poradził…


