Tylko robaków żal

Pod prąd

Wędkarze, przynajmniej wielu z tych których znam, czeka z niecierpliwością na początek maja. Tak jak kiedyś w dawno i słusznie minionych czasach, 1 maja kojarzył się z pochodem , no a po nim na ryby, tak dzisiaj to tylko na ryby. Bardzo wielu wędkarzy właśnie w tym dniu otwiera sezon. Dotyczy to przede wszystkim miłośników spinningu i połowów szczupaka. Od 1 maja można już go łowić i można też zepchnąć na wodę nasze łódki. Dla mnie 1-3 maja to niestety praca. Z wielkim żalem słucham opowieści kolegów o majowych wyprawach i ze łzami w oczach, patrzę na mknące ulicami w kierunkach wyjazdowych z miasta, samochody z łódkami na przyczepkach. Ale mój czas nadejdzie. Już nadchodzi. Tylko gdzie się wybrać?

Dylemat

Wokół tyle wód, a i w samym Olecku piękne jezioro. Nie wszystkie niestety jeziora są dostępne dla wędkarza z łodzią. Nad wieloma jeziorami są piękne slipy, gdzie ktoś tworząc plaże pomyślał o takich jak ja. Są też niestety takie jeziora, nad którymi powstały piękne plaże gminne, z miejscami parkingowymi, altanami, miejscami na ognisko a nawet gotowymi grillami, jednak o wędkarzach, czy innych wodniakach cisza. Szczególnie ubolewam nad jeziorem Sumowo, bo to moja ulubiona woda. Jest tam świetnie zagospodarowana plaża z różnymi udogodnieniami, parkingiem i dobrym dojazdem, jednak nie ma miejsca do wodowania łodzi. Szkoda, że nikt nie pomyślał o wędkarzach, robiąc tak dużą inwestycję. Przecież, my wędkarze z łódkami tez płacimy podatki, a bardzo drogie zezwolenia, na połów ryb teoretycznie upoważniają nas do korzystania z wszystkich udostępnionych jezior. Na Sumowie niestety nie byłem od wielu lat. Właśnie dlatego, że nie ma tam miejsca do spuszczenia łodzi na wodę. Jezioro to więc na łowienie z łódki, dla mnie odpada. Ale jest jeszcze kilka innych, dostępnych.

Pod prąd

Skoro nie mogę się zdecydować, czy jechać i przetestować nowy akumulator w strefie ciszy, czy odpalić po zimie silnik spalinowy i popływać trochę na Olecku, postanowiłem iść trochę pod prąd. Nie zrażony porażkami związanymi z drgającą szczytówką, postanowiłem jeszcze raz spróbować. Tym razem jednak, zamierzam odwiedzić, a jakże dawne łowisko. Garbas. Fajna woda. Można tam o tej porze roku zwodować łódkę na plaży gminnej. Latem jest to niemożliwe z powodu licznych plażowiczów. Taki mały konflikt interesów. Ale ja jadę pod prąd, na szczytówkę. Nie na spinning. Jest tam jeszcze trochę dostępnego brzegu, tuż przy drodze.

Ranek panek

Tej zasadzie jestem wierny od zawsze. Uwielbiam być nad wodą jeszcze przed wschodem słońca. Latem to jest nawet 3 rano. Teraz jednak wybieram się po śniadaniu i rannej kawie. Dojazd trochę na okrętkę, z powodu remontu drogi, jednak dwadzieścia kilka kilometrów pokonuję szybko i bez problemów. Do brzegu jeziora mam blisko. Sprawnie przygotowuję stanowisko, mieszam zanętę i już po kwadransie jestem gotowy. Zarzucam zestaw i czekam. Lekki wietrzyk zupełnie nie przeszkadza. Pogoda śliczna. I ta piękna cisza i samotność. Lubię takie chwile. Żeby jeszcze tylko rybki się pokazały. A tutaj ciągle cisza. Nic nie pomagają zmiany przynęty, zarzucanie bliżej, dalej. Jedna uklejka, to mój cały dorobek. Po trzech godzinach nierównej walki zwijam się. Postanowiłem, wracając zatrzymać się na plaży i z pomostu rzucić chociaż kilka razy. Realizuję plan, podobnie jak ryby, które tutaj również nie biorą. Stąd też się zwijam, mimo że miejsce piękne i wygodne do łowienia. Teraz zostało mi tylko Sumowo.

Sumowo wspomnień czar

No to jadę na Sumowo. Tak po prawdzie, to ciągle o tym jeziorze myślałem. Sentyment pozostał. Jeździłem tam komarkiem, motorem z moim przyjacielem Mieciem, potem Syrenką. Łowiliśmy tam często z Miecia Tatą. Fajny facet. Było wesoło i były ryby. Może nie jakieś szalone, chociaż leszcze ponad dwu kilowe też się trafiały. Jadę więc do wspomnień. Kształt linii brzegowej ten sam, ale jest zupełnie inaczej. Nie ma drzew, krzaków pusto jakoś. Zatrzymuję się na wysokości znanego mi cypelka. Koło trzeciego rowku. Oczywiście muszę pokonać szlaban z groźnie wyglądającą informacją, że teren prywatny. No ale przecież jezioro ciągle jeszcze nie prywatne. Śmiało więc maszeruję na ryby. O nie, nic z tego. Ryb dzisiaj nie będzie. Ponownie uklejka, dobra, dwie złowiłem. Opowiedziałem rybkom jak było tu kiedyś. Nie jestem pewien, czy zrozumiały. Poziom wody, podobnie jak na innych jeziorach bardzo niski. No i to otoczenie takie ubogie. Ej, to już chyba nie moje Sumowo.

Tylko robaków żal

Kolejna porażka. Przyciężki kosz trochę mi dokuczał. Wiadra i torby oraz pokrowiec na wędki stały się dużo cięższe. Pewnie przez noszenie na próżno. Wracam do domu. Oj chyba z drgającą na razie dam spokój. Kołowrotki do spinningów, wędki do kąta. Herbatę z termosu wypiję do obiadu. Tylko białych robaków szkoda.

Przewijanie do góry