Wypada zacząć cd

Ech pisanie pisanie…

Pisać każdy może, tak jak śpiewać, tylko kto tego chce słuchać lub to czytać. Moje bazgroły jednak komuś się podobały, chociaż nie brakowało opinii krytycznych. Krytyka jest potrzebna, szczególnie ta rzeczowa i konstruktywna, jednak nie ma co udawać, jak autor dostaje po… czymś tam, nie jest miło. Trzeba jednak to przełknąć. Dla równowagi pozytywne opinie budują, mobilizują i zachęcają do pracy. Blog, to dla mnie taki rodzaj pamiętnika. Szczególny pamiętnik, bo zdarzenia bieżące przeplatają się z historycznymi. Dzisiaj z wczoraj, przedwczoraj a nawet z jutro. Chronologia jest całkowicie zaburzona. Tak będzie tutaj.

Pacjent na rybach

Dlaczego tak nazwałem swoje pisanie? Czysta logika i znak czasu. Wędkarzem byłem, jestem i będę, aż do śmierci, a pacjentem jestem coraz częściej i pewnie też do śmierci. Odwiedzam regularnie kilku specjalistów, spędzam w gabinetach lekarskich więcej czasu, niż kiedyś na dyskotekach, a przed gabinetami?! Tyle co maratończyk w treningu. W aptece inwestuję takie pieniądze, że pewnie mógłbym być udziałowcem którejś z nich, ale to pewnie robi wielu z Was . Zmieniły się priorytety. Na poprawę zdrowia wydaję więcej, niż kiedyś na jego psucie. Bo żyć się chce, jak mawia jeden z moich kolegów. Tego zaprzyjaźniania się z lekarzami nikt nie uniknie, prędzej, czy później. A im prędzej zdacie sobie z tego sprawę i po prostu zaczniecie się leczyć, tym mniej będzie bolało. Bo i tak wszystko kończy się bólem.

Okularnicy- spławikowcy

Odebrałem dzisiaj okulary. Takie do patrzenia…w dal. Do czytania mam już od kilku lat, ale rzadko z nich korzystam. Uroiłem sobie, że im później będę korzystał z tego dobrodziejstwa, tym dłużej moje własne oczy będą dawać radę. Czy to prawda? No nie wiem. A te dzisiejsze oczka! Łej, ładniutkie i w dodatku mają trzy nakładki. Kurczę, chyba nabezgram mazakiem która jest od czego. Najważniejsza, to ta do patrzenia na spławik, szczególnie na sfalowanej wodzie. Wczoraj byłem na rybach, szkoda, że nie miałem okularów. Wypróbowałbym je, bo spławika na wędce siedmiometrowej zwyczajnie nie widziałem.  A i ten na piątce, mój ulubiony czarny jedno gramowy „Marcelek” z cieniuśką antenką, bywał prawdziwą czarną dziurą. Dobrze, że łowiłem uklejki, bo te można zacinać na czuja.

To chyba już

To chyba już, już zacząłem pisanie. Tematów mam w głowie sporo. Gorzej z czasem. Ksef, a także zbiórka puszek i butelek to nowe specjalności, które mi cenny czas zabierają. Zaczęcie pora kończyć, zaczęcie zakończone. Teraz będzie już tylko rozwinięcie. Ostrzegam, w wielu kierunkach.

Przewijanie do góry