Netta 2026 otwarcie
Taki tam zawodnik
Właściwie to starty w zawodach spławikowych zakończyłem już kilka lat temu. Przez wiele, wiele lat startowałem od wieku juniora, poprzez całkiem dorosłe życie, aż do wczesnej starości. Od jeziora Olecko Wielkie i rzeki „Mazurki” po kanał Szymoński, Mioduński, Mazurski, od Rzeszowa, Warszawy, Gliwic , Bydgoszczy, Świnoujścia czy Koszalina do Olsztyna, Poznania, czy Gorzów Wielkopolski. Pochwaliłem się, a jakże. Myślę, że jest czym. Czekam na kolejnego mieszkańca naszego grodu, który ze spławikiem przemierzy cały kraj. I powiedziałem w pewnym momencie pas! Dość łażących wszędzie pinek, brudnych od czarnej ziemi paznokci, czy przypalonych z konopiami garnków. Wystarczy. Raz jeszcze namówiłem się na puchar Wód Polskich kilka lat temu na kanał Szymoński i zawiesiłem tyczki na kołku. Baty, czyli wędki z pełnym zastawem, odkurzałem zazwyczaj wiosną na mojej ukochanej Mazurce. Tak miało być i w tym roku.
Zmiany nadszedł czas
To, co zobaczyłem jednak na drogach prowadzących nad rzeczkę, to zgroza! Jakąkolwiek bym trasą nie jechał, wykopy, światła, ruch wahadłowy, dziury, przepusty i diabli wiedzą co jeszcze. O nie , pomyślałem stojąc na moście w Mazurach , bo jednak przecież przyjechać tu musiałem, tak po drodze,wracając z Gołdapi. – O nie , nie pojadę z własnej woli tą drogą. Wracając do domu zastanawiałem się, gdzie tu mogą być jakieś kanały. Dziadek łowił na Augustowskim, więc dlaczego nie ja? Ale ten kanał jest mi prawie całkiem nie znany. Łowiłem przecież jednak kiedyś na Nettcie, rzece w samym Augustowie.
Stary znajomy i nowe miejsce
Zadzwoniłem do kolegi. Dawno z nim nie rozmawiałem, ale na szczęście numeru nie zmienił. – Andrzeju- zacząłem-a na Nettcie w mieście , to da się łowić? A zawody zrobić ?- dopytałem. – Oczywiście, my też tam robimy ! Wystarczyło. Na najbliższym zebraniu Zarządu Koła, zaproponowałem Nettę na organizację spławikowych Mistrzostw Koła. Dojazd, dobra, miejscami szybka droga bez żadnych remontowych rewelacji, woda „nasza”, czyli dodatkowych zezwoleń nie trzeba. A ryby? Ech tego nie wiem. Wszyscy jednak zgodnie przyjęli moją propozycję. Jedziemy więc do Augustowa na mistrzostwa koła. Pierwszy raz w historii.
Ćwicz będziesz mistrzem
Okres przedświąteczny, święta Wielkanocne, a przede wszystkim brzydka pogoda skutecznie uniemożliwiła kontrolny wyjazd nad rzekę. Ale trzy dni po świętach, to najwyższy czas, by wybrać się na trening. Nie wytrzymałem. Jadę. Zimno jest nadal, a może nawet jeszcze bardziej. Na szczęście wiatr się uspokoił. Tyle o ile. Budzę się trochę po drugiej. Zamykam oczy w nadziei, że jeszcze zasnę. Nic z tego. Wstaję, więc przed czwartą, bo inaczej nie umiem, kawa, śniadanko… tak w okresie świątecznym nie było niedzielnej, rannej jajecznicy, więc taka mała dzisiaj nie zaszkodzi- pomyślałem. Jeszcze tylko zerknę na prognozę pogody. Ha, słoneczko tylko godzinę między 6 a 7 , to coś jak dojadę. Temperatura 0-max do 5 stopni. Odczuwalna -6. Trudno. Wiatr 20km/h trudno jeszcze bardziej. Dobrze,że bez opadów. Samochód spakowałem wczoraj, tylko nie zapomnieć o rękawiczkach, ciepłych, zimowych.
Koniec części I


