Netta zawody
No to jadę, Jadę na zawody. Na spławikowych byłem chyba z sześć lat temu. Brakowało mi jednak tej małej gorączki przed zawodami. Mimo dużego doświadczenia, czuję podekscytowanie. Sprawdziłem kilka zestawów. W jednym rozplątałem śruciny, w drugim dowiązałem trochę żyłki. Zastawy są stare, bardzo stare, ale wykonywałem je starannie i używałem dobrych żyłek, haczyków i spławików, więc powinny wytrzymać jutrzejsze łowienie. Na treningu wszystko wytrzymało. Jeszcze tylko zrobić zanętę. Nie wysilam się za bardzo. Paczka sensasa, paczka gliny i pół paczki ziemi. Trochę nawilżam, przecieram przez sito i dzielę na pół, na dwie tury. Dżoka i pinkę dodam jutro. Jeszcze tylko zanęta uklejowa, według mojego przepisu, tak na wszelki wypadek. Wszystko do auta, aby jutro nie tracić czasu. Sen przychodzi szybko i szybko odchodzi.
Kawa, herbata i drobiazgi.
Pobudka jak co dzień o trzeciej. Kawa, cały dzbanek, bo do termosu trzeba. W drugim termosie herbata z cytryną , miodem i imbirem. Śniadanko, skoro to niedziela, więc klasycznie, jajecznica. Wszystko mam wczoraj spakowane, więc tylko zeszyt z notatkami, dwa termosy, karta wędkarska, saszetka z dokumentami, portfel, trochę gotówki no i telefon. Wszystko jest, jadę. Zbiórka na 6 rano, a ja jak zwykle jadę dużo szybciej. Gdy jestem w Raczkach, dzwoni Grynio, że jest u mnie pod domem. Oj nieporozumienie, więc jedziemy dalej w „kolumnie”odległej o 25km. Nad rzeką jestem pierwszy. Cicho, spokojnie, tak lubię. Grubo przed szóstą, są już wszyscy zapisani. Ej chyba nie tylko ja chcę już łowić.
Między statkami a brzegiem rzeki.
Zaznaczamy kredą stanowiska. Niektóre są między statkami, cumującymi przy brzegu, trochę to utrudnia łowienie, ale tylko trochę. Przywitanie, losowanie, przygotowanie i zgodnie z harmonogramem o 8 zaczynamy łowienie. Wylosowałem dobrze, blisko samochodu. Łowienie jednak jakoś mi nie idzie. Zaczynam na 7 metrów. Tam położyłem zanętę. Są płotki, ale bardzo rzadkie. Jedna, dwie ryby i długa przerwa. -Oj Aruś popłynąłeś- pomyślałem. Wprawdzie nie wiem jak łowią zawodnicy tam między statkami, ale wiem, że moje łowienie jest po prostu słabe. Sąsiedzi, tak na moje oko łowią podobnie jak ja. Zmieniam wędki na 6m , 5 m , szukam uklejki, ale z marnym skutkiem. Cóż, waga pokaże.
Waga pokazała.
Trzy godziny tury, to wcale nie tak wiele. Mija szybko. Sygnał o końcu łowienia. Składam wędki. Wymieniamy się sąsiedzkimi wrażeniami. Jest fajnie, atmosfera koleżeńska. Śmiejemy się, żartujemy. A waga idzie. Jeszcze podbiegłem do Jurka i Krzyśka, aby im trochę pomóc. Kolejny zawodnik kolejny wynik. Zerkam w karty startowe. Różne są wyniki. W końcu i ja wyciągam siatkę z rybkami. Ważę i cóż, trochę ponad 1,5 kg. Słabo. Ej, sąsiedzi mają mniej. Chociaż tyle. Po ostatnim zawodniku, układam karty. No jednak nie jest tragicznie. Mam trzeci wynik. Prowadzi Krajek, przed Piotrem. Odbiegli trochę wynikami. Dalej ciasno, ale to ja mam 3 pkt. Waga była przyjazna.
Agnieszka
Agnieszka zlała nas w tej turze okropnie . Miała prawie 6 kg ! O, to wynik na dzisiejszy dzień właściwy. Dobrze, że startuje w kategorii kobiet. Kolejne losowanie jest dla mnie szczęśliwsze. Trzy stanowiska obok, znowu blisko samochodu, a co najważniejsze, mam jedynkę, otwarcie.
Trochę płycej, znaczy lepiej
Wydawałoby się, że głębokość powinna być podobna, do tej z pierwszej tury. Nic bardziej błędnego. Wędka 7 metrowa, a głębokość prawie o pół metra mniejsza. Płytko. Myślę nad wędką 8 metrową, ale jednak zarzucam ten pomysł. Na szczęście. Przygotowałem zanętę uklejową. Robię papkę i zanęcam na 5 metrów. Fajnie smuży, tworząc w wodzie tonący obłok. Łowię jednak na najdłuższej przygotowanej wędce. Są płotki . Brania prawie ciągle. Przerwy niezbyt długie, jednak 7 metrów, to wolniejsze łowienie i tyle. Po godzinie i ciągłym donęcaniu papką, biorę do ręki wędkę 5m i już do końca jej z ręki nie wypuszczam. Mam srebrne, tłuste ukleje na przemian z całkiem sporymi płotkami. Nareszcie łowię tak jak powinienem. Robię trochę błędów. A to donęcam jak rolnik ręcznie pszenicę, czyli gdzie Bóg da, a to za szybko zacinam, a to nie mogę złapać w rękę złowionej ryby i fruwa ona trochę nad głową, a to nie zmieniam pinki na haczyku. Jestem jednak zadowolony. Waga przecież pokaże. Pokazała niecałe 5 kg. Do Agnieszki z pierwszej tury sporo brakuje. Myślę jednak, że jest dobrze . Jak dobrze? Nie wiem, bo Prezes zbiera wszystkie karty i zaszywa się w samochodzie. Liczy.
Jurek, Marek, Wiktor
Krajek liczy, a Jurek, Marek i Wiktor składają gazowego grilla. Wysłużony sprzęt daje się ujarzmić i już po chwili skwierczy na ruszcie boczek i kiełbaska. Do tego surówki, warzywne i oczywiście ulubione przez Krajka buraki. A on ciągle nie wychodzi. Liczę na utrzymaniu miejsca na podium.
Puchary robią wrażenie tajemniczy Prezes
Trzy kategorie zawodników, więc ustawione na aucie puchary robią wrażenie. To miłe, że mamy juniorów i dziewczyny! W końcu z wynikami i twarzą pokerzysty pojawia się Krzysiek. Kiełbaski idą w odstawkę! Wręczanie dyplomów, medali i pucharów, trochę trwało. Okazało się , że wygrałem, wagą z Piotrem i to tylko 0 150g! Kilka płotek. Trzeci Krajek, również wygrał wagą z czwartym Markiem. Dalej niezawodny i zawsze w czubie Jurek. Szósty Janusz. U juniorów Antek przed Jakubem i Antkiem. Kobiety to Agnieszka przed naciskającą ja coraz mocniej Emilką
Tu krąg przyjaciół…
Fajnie spędzona niedziela w gronie przyjaciół. Kilka sukcesów. Frekwencja, dużo lepsze, niż powiedzmy przed rokiem i co bardzo ważne trzy kategorie! Po drugie łowisko. Wygodne, rybne dobry dojazd i co również ważne, bez dodatkowych opłat. Po trzecie prześliczna pogoda. Po czwarte „ tu krąg przyjaciół, tu jest wesoło” więc na zawody zapraszamy Was!
Majowy weekend
Już za kilkanaście dni kolejne spotkanie z wędką w tle. Tradycyjnie, spinningowe otwarcie sezonu na rzece Biebrzy! W ubiegłym roku było sporo ryb , szczupaki i piękne okonie. Jak będzie tym razem, cóż, waga pokaże.
W imieniu całego Zarządu Koła oraz własnym, bardzo, bardzo dziękujemy wszystkim za udział, za pomoc w organizacji zawodów a Agnieszce życzymy sukcesu w zawodach okręgowych, gdzie będzie nas, Koło Okoń reprezentować.


