Jej Głębokość Hańcza
Jezioro kryptodepresyjne, to znaczy , że dno jeziora Hańcza znajduje się 118m poniżej poziomu morza. A 108 m głębokości robi wrażenie, chociaż przy najgłębszych jeziorach Europy, znajdujących się w Norwegii, to płycizny. Tam jeziora mają ponad 500m !!! głębokości. Ale Hańcza jest nasza, jest tuż tuż. Bardzo lubię to jezioro. Ma swój klimat i chociaż większość brzegów znam całkiem dobrze, to zawsze znajduję coś ciekawego. A to kolejny kamień, jakąś trzcinkę gęstszą niż jeszcze rok temu, a to zielsko, szczupacze lub okoniowe. Metry głębokości, porównywalne z łowieniem w morzu. Nigdy jednak nie szukałem ryb głębiej niż 15 metrów. Zastanawiam się , czy kiedyś nie zabrać lekkiej morskiej wędki, trochę pilkerów i tak powiedzmy na 30- 40 metrach połowić.
Pamiętajcie o ogrodach
To ciągle takie tylko luźne myślenie. Najczęściej łowię w tak zwanych ogrodach. Są trzy. Podobne, jednak różnią się. Każdy ogród to zatoka. Brzegi tych zatok raz spadają łagodnie, w innych miejscach stromo i kamieniście. Są też górki i płycizny. Okoni też jest dużo. Nie są wielkie, bo w takich miejscach wielkie nie przebywają. Tylko średniaki do 25, 27 cm. Tych starszych o kilka lat roczników trzeba szukać głębiej. Jeżeli uda się znaleźć takie żerowisko, połów będzie obfity. Trzeba tylko trafić w kolor, ciężar przynęty, no i godzinę żeru. Zwykle taki żer nie trwa jednak długo, ale kto szuka, ten znajdzie, jak nie dzisiaj, to jutro lub za kilka lat. Hańcza uśmiecha się głębią setki metrów. Piszę o tej głębokości dużo, bo mnie zachwyca. Podobnie jak wielu płetwonurków, stacjonujących nad jeziorem. Oni zachwycają się podwodnymi cudeńkami dna Hańczy. Gdyby przespacerować dookoła jeziora będzie to ponad 12,5km. Przepłynąć od końca do końca to ponad 4,5 km.
Cuda i uklejki
Są nad jeziorem rzeczy niezwykłe. Kamień, a raczej głaz graniczny o obwodzie 11m, ruiny dworku Starej Hańczy, głazowiska i płynąca przez całe jezioro malownicza Czarna Hańcza największa rzeka Suwalszczyzny. Najwyższe wzniesienie nad jeziorem , góra Leszczynowa, a na niej wieża widokowa. Z wieży widać prawie całe jezioro. Przyroda jest tu zwyczajnie niezwykła. Woda pierwszej klasy czystości. Najczęściej trochę zimniejsza, niż w okolicznych jeziorach. Na niebie często widać drapieżne, majestatycznie szybujące drapieżne ptaki. W wodzie oczywiście najbardziej mnie interesujące, ryby. Oprócz wspomnianych już okoni, są piękne płocie oraz chyba najsmaczniejsze w Polsce ukleje. Tak, tak ta drobna rybka dorasta tutaj do ponad 23 cm. Czysta woda i sposób żerowania uklei oraz jej jadłospis, sprawiają, że ukleje z Hańczy to prawie sielawki! Rzadko zabieram złowione ryby, jednak gdy uda mi się znaleźć tutaj ukleje, nie pogardzę nimi. Nie jest łatwo namierzyć w Hańczy uklejki, nie jest też łatwo je łowić. Najczęściej na głębokiej na kilkanaście metrów wodzie, tak w połowie gruntu.
Z rana, a jakże, czas na płocie..
Od ponad tygodnia pogoda kiepska. Deszcz, wiatr i przede wszystkim temperatury raczej marcowe a nie lipcowe. Czekam na poprawę. Przecież jest lato w pełni i chociaż za niedawnymi upałami wcale nie tęsknię, chętnie poopalałbym się na łódce, a chętnie też zanurzyłbym się w ciepłej wodzie jeziora. Lekkie ocieplenie przyszło w sobotę. Tydzień po spotkaniu wędkarskim. Na spotkaniu, w ulewnym deszczu, który padał z krótkimi przerwami przez cały dzień, okonie gryzły całkiem dobrze. Szkoda, że były to najwyżej średniaki, ale przy tak niesprzyjającej pogodzie, każde branie smakowało podwójnie. Ten dzisiejszy wyjazd miał mi dać płocie. Pojechałem raniutko, tak jak lubię. Wziąłem zanętę, kukurydzę, białe robaczki, bo przecież mogą być ukleje, dwie spławikówki ,dwa baty, siatkę na ryby i podbierak do płotek. Pełen zestaw. Na wodzie spotkałem kolegę, który chwalił się, że wczoraj złowił kilka pięknych płoci. Tyle tylko, że to było po południu. Płynę w znane mi miejsca, gdzie kiedyś łowiłem płocie. Są nawet zapisy, ale ryb nie mogę złowić. Zmieniam kukurydzę na barwione na czerwono białe robaki. Wracam do kukurydzy i ciągle nic. Nawet brania. Tak przez trzy godziny. Żadne z moich miejsc nie sprawdziło się. Aby jednak dzień nie przepadł całkowicie , na lekki spining złowiłem kilkanaście okoni. Średniaki, jak zwykle w tym roku. Próbowałem na spadach i głębszej wodzie poszukać grubych pasiaków, ale nic z tego. Wracam trochę zawiedziony. Chyba dam odpocząć Hańczy, do sierpnia. Bo ciągle bardzo lubię to jezioro.


