Rospuda
To takie moje ulubione jezioro. Jedno z wielu. Stara śpiewka, o tym, że ryb coraz mniej tu również ma uzasadnienie. To chyba niestety prawda. Odwiedzam to jezioro od wielu, wielu lat. Przykre, ale rzeczywiście się zmienia. Nie wygląda to zbyt dobrze. Przyczyn widzę kilka. Woda. Słynące z czystości jezioro, jest coraz brzydsze. Woda ciągle przezroczysta i czysta, pełna jest jednak teraz glonów. Nie jestem specjalistą od zanieczyszczeń , ale grube kożuchy pływających, glonowych wysp i zalegające na dnie zielone łąki, przypominają mi dawne jezioro Olecko Małe, gdy ścieki z miasta bezkarnie wpadały do jeziora. Na szczęście to tylko takie skojarzenie. Do Rospudy nie wpływa żadna rzeka- ściek, czym kiedyś była Lega, no może tylko gdzieś lokalnie ze znajdujących się nad jeziorem gospodarstw i zabudowań dostają się do jeziora nie do końca oczyszczone, biologiczne wpływy. Spacerujące nad brzegiem jeziora i kąpiące się bydło również „użyźnia „ wodę, ale to jeszcze nie dramat.
Czarna zaraza
Przez wiele lat kormorany znałem tylko z piosenki. Były tak rzadkie, że naprawdę nie do końca wiedziałem jak wyglądają i czym są. Przykre, ale nastąpiła totalna zmiana. Kormorany są teraz praktycznie wszędzie, zasłaniają czasem widnokrąg, niczym gradowa chmura, a z wody wyławiają tony ryb. CODZIENNIE!!! Od jakiegoś czasu światełko w tym czarnym jak kormoran tunelu zaczyna świecić. Dziewięć państw, oczywiście Polska również wnioskuje do Brukseli o zmianę statusu ochronnego kormorana i zalegalizowanie skoordynowanego odstrzału. Trzymam kciuki. Szkoda, że o tym cisza.
Co jeszcze?
Jest z pewnością na Rospudzie kilku kłusowników i mało etycznych wędkarzy. Pojawiające się coraz częściej kontrole straży powinny sobie z tym poradzić. Sprawdzanie czy wędkarz wpisał w rejestr datę połowu, w żaden sposób nie wpłynie na kłusownictwo. Na szczęście ogromna większość łowiących ryby, to fajne dziewczyny i fajne chłopaki. Straż, niech działa, niech ściga kłusoli.
Trochę ciepło.
Ostatnio dwa razy odwiedziłem jezioro Rospuda. Koło Okoń zaplanowało tam na początek wakacji towarzyskie, otwarte zawody. A skoro zawody i planowany przeze mnie w nich udział, wypada po ponad rocznej przerwie sprawdzić to i owo. Wybrałem się więc na Rospudę w tygodniu poprzedzającym zawody. Wody, jak wszędzie, mało, bardzo mało. Do tego rozwijające się , wspomniane na wstępie glony, brzydki zapach, a jednak nic nie przeszkadzało mi w szerokim uśmiechu, na widok czekającego na mnie jeziora. Cieplutko, nawet gorąco. Właśnie nadciągnęła, pewnie nie jedyna w tym roku fala upałów. Cóż tam, długi rękaw, kapelusz z szerokim rondem, krem na odsłonięte nogi i ręce. Jeziorowa bryza i każdy upał można wytrzymać. Kapelusz do wody, na głowę i chłodzenie gotowe.
Dla wszystkich starczy miejsca
Wypływam w towarzystwie jeszcze czterech łodzi. 340 ha lustra wody. Jest gdzie połowić. Górki, liczne i bardzo rozległe. Dzielę je na dwie części. Do wyspy oraz te nazywane dalekimi. Płytkie na 2 a nawet 1,5m jednak o stromych spadach. Jest tych górek kilka. Jak każdy, znający chociaż trochę jezioro Rospuda, mam te ulubione, a także ulubiony skraj tych górek. Pływam więc po znanych miejscach. Doławiam okonie, także takie po 20- 25 cm. Gryza na różne przynęty, ale jak zwykle najlepsza jest… no ta najskuteczniejsza. Lubię łowić na główki. Nie stronię od dropsa, a także wirówek, małych woblerków i przeróżnych produkowanych dla wędkarzy cudeniek. Przemysł wędkarski to miliony przynęt. Wszyscy mamy w torbach różne tajemnice. Bywa, że wiele z nich nigdy nie widziało i nie zobaczy wody, ale nowość, to nowość. Trzeba je mieć, choćby po to, aby w desperacji wracać do sprawdzonych gumek. Pływam więc od górki do górki, testuję stare, sprawdzone wabiki ale również co chwilę zawieszam na haku coś nowego. Wnioski? Rybki są i są nawet aktywne, jednak wiele tak zwanych stuprocentowych miejscówek mnie zawiodło. Na treningu złowiłem kilkadziesiąt okoni, połowa pewnie wymiarowa. Szczupaka nie widziałem. Trafiła mi się piękna wzdręga, ale tylko jedna. Rybki delikatne odhaczając wypuszczam, przecież wrócę za kilka dni.
Ani się obejrzałem, cały na biało
Dzień zawodów. Przyjechałem prawie godzinę przed zbiórką i byłem czwarty. Kilku zapisanych uczestników , w ostatniej chwili zrezygnowało, obawiając się upału. Miękiszony. Nie do końca to rozumiem. Polacy jeżdżą do upalnej Grecji, Turcji, pod afrykańskie słońce Egiptu i diabli wiedzą gdzie jeszcze, tam wytrzymują upały. Ba, płacą duże pieniądze, aby smalić się w słońcu. A jak słońce przyszło do nas, to oczywiście rozumiejąc sprawy zdrowotne, chowamy się. Trzeba się po prostu dobrze przygotować. Widziałem u kilku kolegów coś nowego. Letnie, białe kombinezony, skutecznie zakrywające całe ciało, również twarz. Opowiadali, że nie kosztują zbyt wiele, skutecznie chłodzą chronią przed słońcem, poceniem się i jednocześnie są bardzo przewiewne. Chyba i ja sprawię sobie taki strój. Cały na biało.
No to łowimy, mimo upału.
Podobnie jak na treningu, okonie znajduję na górkach. Co chwilę doławiam, jednak są też dłuższe przerwy. Nie jest jednak źle. Gdy wiatr całkowicie cichnie, robi się rzeczywiście upalnie, ale podobnie jak wszyscy uczestnicy dałem radę. Łowimy do czternastej. Czas jak to na rybach, płynie szybko. Każdy coś tam złowił. Ja jestem bardzo zadowolony. Miło spędzony dzień . Na powietrzu na rybach i w dodatku w gronie przesympatycznych kolegów. Niech żałują, kto nie przyjechał. Jezioro Rospuda to ciągle okoniowe dobre łowisko, nawet w tak niesprzyjających warunkach pogodowych. A jeszcze mam plan wybrać się na płoć, taką letnią, w lipcu. Lubię Rospudę i z pewnością tu wrócę.


