Miecio, od 1970 roku
Mietek, Mieczysław, albo po prostu mój Miecio. Losy nasze przecięły się, gdy mieliśmy po siedem lat. Od tamtego roku 1970 „trochę” lat minęło.Plotło się nam — podstawówka, liceum, Mietek studia, ja wojsko. Wędkarska pasja była w nas zawsze.
Jeziora, rzeki i psujące się Komary
Z Mietkiem chodziłem na nasze jezioro. Z Mietkiem łowiliśmy na wyjazdach. Sumowo było chyba naszym ulubionym jeziorem. Wiosna to rzeka — Rospuda w Matłaku, gdzie rozgrywane były Mistrzostwa Koła. Ale my bardziej kochaliśmy odcinek rzeki w Kotowinie. Dawała nam całkiem pokaźne ryby, choć dostać się do nurtu nie było łatwo.Jeździliśmy na Łaźną Strugę w Mazurach, a nawet Legę w Sędkach. Mówię „nawet”, bo wyprawa ciągle psującymi się Komarami to było wyzwanie.Nasze środki lokomocji ewoluowały — WSK 125, Syrena 105, Żuk, a nawet Warszawa. Pamiętam jak jadąc Syrenką, pieszczotliwie nazywaną przez Miecia „Motylkiem”, na zakręcie wyprzedziło nas turlające się koło — nasze koło! Przygód tego typu było dużo więcej.Ze wzruszeniem wspominam moment, gdy siedząc z tyłu na motorze przecierałem kierującemu Mieciowi okulary. Częstym uczestnikiem naszych wypraw był Pan Tomek — Tata Miecia. Nigdy śmiechu nam nie zabrakło.
Farciarz na łódce
Razem często łowiliśmy w łódce. Mietek to farciarz. Bywało, że postanowił zdrzemnąć się na ławeczce. Tak z godzinkę macham wściekle, zmieniam miejsce i przynęty — bez efektu. Budzi się Miecio. Bierze wędkę, nie patrząc za bardzo gdzie, rzuca jakoś przez plecy i za chwilę holuje pięknego okonia.
Sekretarz Podlodowych Ostatkach
Zawody to nie tylko starty. Miecio zawsze był naszym sekretarzem na Podlodowych Ostatkach. Nie znam nikogo, kto zrobiłby to lepiej.Kiedyś poszliśmy na „Szyjkę” — tam miały się odbyć Mistrzostwa Koła. Zerwał się wiatr, a z nim deszcz, ulewny. A my twardo stoimy pod małymi olszynami. Przemokliśmy niemiłosiernie, zawody odwołane.
Wilk morski z Olecka
Na morzu Mietek to prawdziwy wilk. Pracowity, cierpliwy, skuteczny i zawsze koleżeński. Garściami również bierze ze swojego farta. Jak ktoś ma złowić dwucyfrowego dorsza — to właśnie On.Miecio ostatnio trochę odpuścił wędkarstwo, ale wiem, że ciągle ma to w serduszku. I pewnie jeszcze kiedyś usłyszę na łódce, że zdrzemnie się chwilkę.Miecio, mój Miecio — zawsze mogę na niego liczyć, także w chwilach trudnych. Czekam więc, Mieciu, na łodzi. Poduszeczkę mam.



