Okienko pogodowe
Okienko pogodowe. No chyba trzeba tak powiedzieć, gdy po kilkunastu dniach kilkunastostopniowych mrozów i przed kolejnym atakiem zimy nagle wyskoczył taki czwartek z temperaturą bliską zeru.
No i w ten czwartek miałem imieniny. Zimą — zawsze przecież, podobnie jak cała moja najbliższa rodzina. Żona i córeczki. Wszyscy mamy imieniny w styczniu-lutym.
A w tym roku postanowiłem sprawić sobie taki prezent. Idę na ryby!
Start o świcie
Właściwie to jadę — blisko, bo nad moją plażę, nad moim jeziorem, Oleckiem Wielkim.
W nocy każde przebudzenie to kontrola temperatury. Minus osiem — bajka przy wczorajszym minus szesnaście. Czekam jednak na ocieplenie. Takie poranne. Jest minus cztery i pół. Startuję.
Świder szwedzki, piętnastka, z mocno sfatygowanym ślimakiem — ma pewnie ponad trzydzieści lat, ale po wymianie ostrzy jest znakomity. Do tego moja historyczna już, zrobiona naprędce ze sklejki, też ponad trzydziestoletnia skrzynka i wiaderko — takie z dziurką po śledziach.
Jazda zajmuje mi trzy minuty.
Cisza, lód i sześćdziesiąt lat wspomnień
Na jeziorze, tak jak lubię — cicho i bez ludzi. Na rybach najczęściej szukam ciszy i spokoju. Oczywiście poza zawodami.
Schodząc z górki na plażę przekonuję się, że również na śniegu, pod którym jest warstwa lodu, warto zamontować na buty jakieś raki.
Pomalutku — bo przecież nikt nie goni — wchodzę na lód. Zastosowałem sztuczkę mojej wnuczki. Idę, idę sobie, nagle STOP!
Właściwie niezależnie gdzie bym się zatrzymał w tej części jeziora, doskonale wiem co mnie czeka. Ukształtowanie dna jeziora nie zmieniło się tak bardzo. Górka ciągle w tym samym miejscu, grzbiety wrzynające się w jezioro również. Znam tu każdy kawałek wody — a raczej lodu. W końcu mój brzeg jeziora penetruję z różną częstotliwością prawie 60 lat!
Wiercę i wiercę
No to wiercę. Wiercę i wiercę! I ciągle wiercę. Moje szwedzkie wiertło ciężko sobie radzi. Co jest — ktoś kamienie zamroził?
Oho, pomyślałem — chyba zbyt często nie będę zmieniał otworu.
Malutka mormyszka nie sięga dna i już dynda fajna płotka. Za chwilę kolejna. No fajnie jest.
Tutaj ukłon w stronę sklepu wędkarskiego. Ochotka którą wczoraj kupiłem — znakomita, polecam. Pani Jola miała dobry towar. Krwistoczerwone larwy po prostu aż tryskały litewską agresją. Rybki lubią świeżutkie robaczki — takie podawałem im i co jakiś czas płoteczka lądowała w wiaderku.
Imieniny jak z bajki
Cóż, tym razem — a robię to bardzo rzadko — rybki zabrałem do domu. Moja Dorotka lubi świeżą płoć z patelni. Poprzednio okazję do smażenia takich rybek miała pewnie z półtora roku temu.
Pogoda śliczna jak na luty. Lekki mróz, prawie bezwietrznie, czasem prószył, a czasem gęsto sypał śnieg. Bajkowo.
Herbata z miodem i imbirem wypita. Kanapeczka zjedzona.
Imieniny jak z bajki. Cudnie było — wracam.



