Z Rospudy na Mieruniszki

Na Rospudzie kormorany górą!

Przegrałem rywalizacje z ptakiem. Z setkami ptaków. Jest takie określenie dotyczące orła i upadku. Coś podobnego. Co robić, z naturą nie wygrasz. Postanowiłem przenieść się na inne jezioro. Mieruniszki albo właściwie Mieruńskie Wielkie. 190 ha, dużo mniejsze od Rospudy, trochę podobne. Górki, zatoki, wypłycenia. I też bardzo je lubię. Może nawet bardziej. Byłem tam raz w tym roku, w maju. Szczupaki gryzły, jedyne, jakie w tym sezonie złowiłem. Teraz jednak już sierpień i pewnie nic z maja się nie sprawdza. Zresztą wędkarstwo jest urocze dlatego, że jest nieprzewidywalne. Ciągle należy szukać, badać, zmieniać, kombinować. Łódkę woduję na slipie przy wiejskiej plaży, od strony drogi na Garbas II. Wygodne miejsce, wyposażone nawet w toi toia, dużą wiatę, boisko do siatkówki, kąpielisko, parking i miejsce na ognisko. Jezioro jest więc dostępne. Sam slip wymaga jednak drobnych poprawek, ale chwała gminie, że slip jest, bo nie na wszystkich jeziorach i wiejskich plażach jest to normą. Takim niechlubnym przykładem jest jezioro Sumowo. Świetna woda, jednak dla wędkarza z łodzią zupełnie niedostępna. Znakomite miejsce biwakowe jest nad jeziorem, jednak o wędkarzach nikt nie pomyślał, albo raczej pomyślał, aby dostęp do wody uniemożliwić. Przykre, przecież opłacamy składki i zezwolenia a jezioro Sumowo powinno być dostępne, bo jest w wykazie jezior udostępnionych do łowienia. Wyraźnie ktoś z gminie Bakałarzewo wędkarzy z łodziami nie lubi.

Hejka na wodę

Wypływam na spokojną, owianą mgiełką wodę. Zaczynam od miejsca, gdzie były w maju szczupaki. Tym razem są okonie. Niewielkie, chociaż kilka ponad 20 cm również udało mi się namówić na moje przynęty. Spotykam na wodzie dwie duże, znakomicie wyposażone łodzie. Nie znam, tych kolegów, jednak witamy się uprzejmie i wymieniamy kilka uwag, a jakże o rybach i pogodzie. Jedna łódka, podobnie jak ja ustawia się na dużej górce i wędkarze również łowią okoniowe średniaki. Korzystając z ładnej pogody przepływamy dalej. Jezioro Mieruniszki należy do łowisk raczej łatwych, o ile oczywiście ktoś kilka lub lepiej kilkanaście lat je odwiedza. Nie jest jednak tak, że zawsze, wszędzie i w tych samych miejscach ryby są. Oj, trzeba szukać i umieć się dopasować do aktualnie panujących warunków. Czyli tak jak wszędzie. Ważne jest prowadzenie przynęty. Raz szybciej raz wolniej, ale o tym również wiedzą wszyscy spinningiści.

Alternatywa dla spinningu

Duże, a nawet bardzo duże okonie są obecnie łowione na żywca. Mimo najcudowniejszych i najbardziej wyrafinowanych przynęt sztucznych, żywa rybka, to jednak żywa rybka. Kłopot jest jednak w tym, że okonie, te łowione na żywca, najczęściej głęboko połykają haczyk i po prostu nie bardzo można je bezboleśnie odhaczyć i wypuścić. Spinning jest więc przez to bardziej sportowy. Dlatego, ja na żywca nie łowię. Na razie. Widziałem niedawno wędkarza , który skrobał okonie, naprawdę wielkie i wszystkie złowił właśnie na żywca. A przynętą były duże ukleje! Oj zazdrościłem tych blisko 40 centymetrowych garbusów. Wiem, że na Mieruniszkach również dają się złowić wielkie okonie na żywczyka. A może tak spróbować? Oj coś tam w główce świta, ale czy zdążę, bo sezon tak szybko mija.

Taka ze mnie zagapa

A na Mieruniszkach jak zwykle obławiam znane mi miejscówki. Z kiepskim skutkiem niestety. Ryby znajduję raczej w miejscach nieoczywistych, ale zawsze tam, gdzie są albo zapisy, albo widoczna obecność drobnicy. Zmiany przynęty, a jakże konieczne. Łowi mi się jednak znakomicie. Wędkarze z widzianych przeze mnie łodzi, wracają. Ja płynę dalej, w kierunku końca jeziora. Płynąc siedzę tyłem, jednak w pewnym momencie odwracam się i …. o zgrozo, zbliża się czarna chmura. Właściwie to całe niebo jakby zalane atramentem. Chyba wiem, dlaczego tamte łodzie wracały. Ja też zaczynam wracać. Na cito. Płynąc zwijam wędki. Zabrakło mi jakieś 20 minut. Wiatr, fala i rzęsisty deszcz dopadły mnie na wodzie. Moja tania czeska peleryna skutecznie chroni mnie przed przemoczeniem, ale tego co na łodzi to już nie. Dobijam do brzegu. Z wyciągnięciem łodzi i całego sprzętu, czekam, aż przestanie padać. Nie czekałem na szczęście długo. Odkręciłem korki z łodzi i woda leje się że hoho ! Mokre ciuchy i dywanik, wykonany ze sztucznej trawy ściekają zawieszone na wiosłach. Mam taka dużą murarską skrzynię na samochodzie i mokre rzeczy właśnie w niej wożę, nie narażając auta na przemoczenie. Składam wszystko sprawnie. Jestem zadowolony . Fajny dzień, fajne ryby. Ogólnie miałem ponad dwadzieścia okoni wymiarowych, największy miał 32 cm. Tych maluchów nie byłbym w stanie policzyć. A że trochę zmokłem? Jest lato i całkiem ciepło, więc suszenie nie trwa długo. Skoro wszystko wysuszone, mogę myśleć o nowej wyprawie.

Przewijanie do góry