Baśka i tyle
Wędkarzy w Suwałkach jest wielu, bardzo wielu. To miasto dużo większe niż Olecko, jednak sporą grupę wędkarzy suwalskich znam osobiście. Był czas, że łowiliśmy często razem. To był okres przede wszystkim nieistniejącego już Okręgu Suwalskiego. Pozwolę sobie przypomnieć kilku wędkarzy. Zaznaczam, że tekstu, choć to może niegrzeczne nie konsultowałem z zainteresowanymi i są to moje subiektywne wspomnienia.
Ona, jedyna w swoim rodzaju
Baśka. To Nasza Baśka. Dziewczyna nadzwyczajna. Przez wiele lat spotykaliśmy się przy okazji różnych zawodów. Okręgowych, towarzyskich, podlodowych i spławikowych. Basia startowała z nami w wielu zawodach ogólnopolskich. W Okręgu Suwalskim, Basia rywalizowała przede wszystkim z inną świetną wędkarką Grażyną. Konkurowały ze sobą , ale zawiści, czy niechęci nigdy nie zauważyłem. W zawodach ogólnopolskich, konkurowały z całą Polską ! Basia to dzielna dziewczyna. Pracowita i zdyscyplinowana. Zawsze dawała w zawodach z siebie wszystko, a czasem nawet więcej. Walczyła do końca , do ostatniej sekundy.
Miłość Basi i samochody
Basia po prostu kocha łowić ryby. Ale chyba jeszcze bardziej uczestniczyć w różnych zawodach. Te, które Basia najbardziej lubiła, to nasze Podlodowe Ostatki. I nie była tam tylko uczestnikiem. O nie. Bardzo aktywnie włączała się w organizację imprezy. Przygotowywała różne, bardzo atrakcyjne niespodzianki. A to ogromny kielich przepięknie zdobiony, z okolicznościowym napisem, a to wesołe kapelusze, a to gumofilce , koszulki, czapki i wiele, wiele innych. No i przepyszny tort, ech robił wrażenie. A jak smakował ! Każda nasza uroczysta kolacja, bez Basi nie byłaby taka sama. Okraszona muzyką na żywo i nie tylko, ozdobiona była również przez Basię. Ta ładna dziewczyna, zawsze, w sukience, w szpilkach, elegancko! Gdy podczas zakończenia kolejnych Ostatków, główną nagrodę, jak zwykle wylosowywaną wśród wszystkich uczestników, wylosowała właśnie Basia, czułem, że los chociaż troszeczkę podziękował Jej za wielkie zaangażowanie. A nagrodą tą był całkowicie sprawny Fiat 126p !! Tak , tak z naszych ostatków można było wyjechać samochodem. Dzisiaj to byłby prawdziwy rarytas.
Zawsze na zawody
Z sukienką i szpilkami, to przypominam taką sytuację, gdy Basia, na chyba Okręgowe Mistrzostwa, przyjechała prosto z wesela. Właśnie w eleganckiej kiecce i szpileczkach. Przebierała się już na zawodach!
Puść skurczybyku!
Długo nie mogła się zdecydować, aby pojechać z nami na dorsze nad Bałtyk. To były czasy, gdy od Władysławowa, przez Łebę, Darłowo czy Kołobrzeg setki dzies1ątki jednostek wypływało w morze na dorsze, A wędkarze dorsze łowili. Często były to okazy 7-mio, 8-mio kilowe, a czasem nawet dwucyfrowe. I na taką wyprawę trafiła Basia. Tam jej twardy charakter przydał się. Gdy po kilku mniejszych sztukach, trafiła się duża ryba Basia holując kilkanaście minut, wykrzykiwała do dorsz : -No puść, skurczybyku, puść !!! On jednak na szczęście nie puścił i chyba był to rekordowy dorsz Basi. Ech, dawne czasy. Wszyscy byliśmy młodsi i zdrowsi przede wszystkim. Tego zdrowia wszystkim życzę, a Basi szczególnie. Może jeszcze kiedyś się spotkamy ? Modne są zloty absolwentów, uczestników różnych imprez. Kto wie, może zlot uczestników Podlodowych Ostatków? I tylko musielibyśmy się spieszyć. !


